Kiedy wstała, zorientowała się, że oto po majowych przymrozkach śladu nie ma. Słupek rtęci w termometrze zatrzymał się bowiem na 30*C. Zważywszy na fakt, że wczoraj było ich o 20 mniej, a w tej chwili zegar wskazywał 7:30 - temperatura wydawała się niewiarygodnie wysoka.
Martyna miała 13 lat. Do szkoły szła dziś na godzinę dziewiątą, mogła więc sobie pozwolić na umycie włosów i nakręcenie ich na wałki.
- Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem - nuciła sobie wesoło, polewając głowę wodą i zapieniając szampon.
Budzik mamy. Aha. Ósma rano.
Błyskawicznie spłukała włosy i nakręciła je na wałki. Podłączyła suszarkę do prądu i (dalej podśpiewując; tym razem "szła dzieweczka do laseczka") wysuszyła je.
- Martyna! - zawołała mama wesoło.
- Co? - zapytała dziewczyna, chowając suszarkę do szafki pod umywalką.
- Śniadanie! - rozczochrana głowa mamy ukazała się w drzwiach łazienki. - Coś niezdrowego.
- O! - szczerze zdziwiła się Martyna. Z mamą dietetyczką rzadko coś takiego jadła.
- Grzanki z serem.
- O! Już lecę!
Posilona, z mnóstwem pustych kalorii w żołądku, udała się do szkoły, a mama do łazienki.
- Czapkę wkładam! Rozmowami nie przejmuję się długimi! - zaśpiewała na melodię piosenki "Czerwonych gitar" mix z reklamy jakiejś sieci komórkowej i swojego własnego pomysłu.
- No, co ty! - oburzyła się mama z łazienki. - Nie wkładaj!
Po uczciwym namyśle (obejrzeniu się w lustrze w puchowej czapce z pomponem do bluzki i krótkich spodenek), rzuciła ją szybko w kąt i nie spoglądając dłużej na swoje odbicie, wybiegła z domu.
- Dozwolone od lat osiemnastu - przypomniała sobie nutkę utworu, podpatrując całującą się parę nastolatków, po czym wybuchnęła śmiechem.
Szła dalej.
- Kto za tobą w szkole ganiał, do piórnika żaby wkładał, kto? No powiedz, kto, oooo - śpiewała cicho i wszędzie napotykała roześmiane twarze ludzi.
Zachęcona śpiewała głośniej i coś innego, czyli zwariowany mix! Jak lubiła.
- Kiedy uczyłeś mnie wymawiać imię swe, kiedy rzuciłeś dla mnie cały świat! - ludzie chichotali po bokach, co ją podbudowywało jeszcze bardziej.
- Na na na na na na na na na na - zaśpiewała na całe gardło, przyciągając spojrzenia.
Z zadowolonym wyrazem twarzy dotarła do szkoły.
- Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem - zanuciła na widok osłupiałego Huberta, kolegi z klasy.
Była we wręcz szampańskim humorze.
- No, to zrób coś ze sobą, to nie będę patrzył - rzekł Hubert, wciąż w stanie osłupienia.
Lekko urażona Martyna poszła do szatni.
Była tam tylko jej klasa, ponieważ inni zaczęli lekcje od ósmej.
Po wejściu Martyny zapadła cisza.
- O kurde - powiedział dopiero Maks.
- Kto na ławce wyciął serce i podpisał głupiej Elce, kto? No powiedz, kto, oooo - zaśpiewała z przekonaniem.
Wszyscy wybuchli śmiechem. Ucieszona śpiewaczka postanowiła zarzucić zalotnie włosami.
Zarzuciła, ale nie włosami, tylko głową.
- Gdzie moje włosy? - zapytała zdezorientowana.
- Ale jaja! Ja nie mogę! - płakał ze śmiechu Maks.
Hubert wszedł dyskretnie do szatni i zamknął dokładnie drzwi. Z westchnieniem popatrzył ryczącego Maksa, na Oliwię, która spadła z ławki ze śmiechu, na Igę, chichoczącą dyskretnie znad swojego Iphona, na Weronikę, Maję i Sandrę, klasowe piękności, nieposiadające się z uciechy i wtedy postanowił coś powiedzieć.
- Wiesz...
- Stop! - Martyna przerwała mu energicznie. - Czy ja mam coś na głowie? - badała ostrożnie.
- No... - przyznał jeszcze ostrożniej Hubert.
- Jakiś robal?
- Nie...
- No to coś dziwnego?
- Zależy w jakim miejscu się z tym pokażesz...
- Tutaj! Tutaj!
- No, tutaj to jest jak najbardziej dziwne - przyznał delikatnie Hubert.
- Czy coś jest nie tak z moimi włosami?
- No...
- A co konkretnie? - Martyna dotknęła energicznie głowy. - Aaaa! - wrzasnęła po chwili.
Szatnia zamilkła.
- Czy ja mam wałki na głowie? Czy ja mam wałki? - pytała nieszczęsnego Huberta, który pragnął się schować.
- Taaak! - zawołała klasa zgodnie.
Zapadła cisza. Martyna trzymała ręce na włosach.
Bardzo niezręczna cisza.
Wreszcie przerwała ją Oliwia, nucąc piosenkę Fasolek:
- Mam fryzurę na cebulę
Przestraszyłam panią Ulę
Pewnie zaraz wszystkim powie
Co ja dzisiaj mam na głowie
Nie kucyki, Nie warkocze
Chociaż może są urocze
To fryzura całkiem nowa
Taka właśnie cebulowa.
Teraz to nawet Martyna płakała ze śmiechu.
- Na na na na na na na na na na - zaśpiewała na całe gardło, przyciągając spojrzenia.
Z zadowolonym wyrazem twarzy dotarła do szkoły.
- Nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem - zanuciła na widok osłupiałego Huberta, kolegi z klasy.
Była we wręcz szampańskim humorze.
- No, to zrób coś ze sobą, to nie będę patrzył - rzekł Hubert, wciąż w stanie osłupienia.
Lekko urażona Martyna poszła do szatni.
Była tam tylko jej klasa, ponieważ inni zaczęli lekcje od ósmej.
Po wejściu Martyny zapadła cisza.
- O kurde - powiedział dopiero Maks.
- Kto na ławce wyciął serce i podpisał głupiej Elce, kto? No powiedz, kto, oooo - zaśpiewała z przekonaniem.
Wszyscy wybuchli śmiechem. Ucieszona śpiewaczka postanowiła zarzucić zalotnie włosami.
Zarzuciła, ale nie włosami, tylko głową.
- Gdzie moje włosy? - zapytała zdezorientowana.
- Ale jaja! Ja nie mogę! - płakał ze śmiechu Maks.
Hubert wszedł dyskretnie do szatni i zamknął dokładnie drzwi. Z westchnieniem popatrzył ryczącego Maksa, na Oliwię, która spadła z ławki ze śmiechu, na Igę, chichoczącą dyskretnie znad swojego Iphona, na Weronikę, Maję i Sandrę, klasowe piękności, nieposiadające się z uciechy i wtedy postanowił coś powiedzieć.
- Wiesz...
- Stop! - Martyna przerwała mu energicznie. - Czy ja mam coś na głowie? - badała ostrożnie.
- No... - przyznał jeszcze ostrożniej Hubert.
- Jakiś robal?
- Nie...
- No to coś dziwnego?
- Zależy w jakim miejscu się z tym pokażesz...
- Tutaj! Tutaj!
- No, tutaj to jest jak najbardziej dziwne - przyznał delikatnie Hubert.
- Czy coś jest nie tak z moimi włosami?
- No...
- A co konkretnie? - Martyna dotknęła energicznie głowy. - Aaaa! - wrzasnęła po chwili.
Szatnia zamilkła.
- Czy ja mam wałki na głowie? Czy ja mam wałki? - pytała nieszczęsnego Huberta, który pragnął się schować.
- Taaak! - zawołała klasa zgodnie.
Zapadła cisza. Martyna trzymała ręce na włosach.
Bardzo niezręczna cisza.
Wreszcie przerwała ją Oliwia, nucąc piosenkę Fasolek:
- Mam fryzurę na cebulę
Przestraszyłam panią Ulę
Pewnie zaraz wszystkim powie
Co ja dzisiaj mam na głowie
Nie kucyki, Nie warkocze
Chociaż może są urocze
To fryzura całkiem nowa
Taka właśnie cebulowa.
Teraz to nawet Martyna płakała ze śmiechu.